drukuj

Był bezdomny, uzbierał na mieszkanie dzięki... cudeńkom z koralików

Darek tworzy serwetę na swój stół. To dopiero część pracy, a już wygląda imponująco.

(fot. Agnieszka Rogalińska)

Fot. redakcja

Jeździ po całym świecie i organizuje warsztaty. Był bezdomny, ale dzięki pracy z plastikowymi ozdobami uzbierał na mieszkanie.

Koraliki są jego pasją i całym życiem. Od kilkunastu lat podróżuje po Polsce. Kilka lat temu na stałe osiadł w Ostrowcu. Sprzedaje wykonane przez siebie ozdoby, prowadzi warsztaty. Swoimi umiejętnościami chętnie dzieli się z innymi.

Pan Koralik, czyli Dariusz Gołębiewski jest osobą niepełnosprawną. Nie przeszkadza mu to jednak w realizacji marzeń. Z koralików zrobił sukienkę dla Justyny Steczkowskiej. Była krótka, w kolorze ciemnej zieleni, na ramiączkach. Powstawała przez 11 miesięcy. Wszystkie rzeczy, które robi są nawleczone na jeden kawałek żyłki lub nici.

Biała myszka dla Tuska

Przygoda z koralikami rozpoczęła się banalnie. Dariusz Gołębiewski od urodzenia choruje na dziecięce porażenie mózgowe. W przedszkolu nauczycielka dała mu do nawlekania korale. Miało to pomóc w ćwiczeniach chwytania przedmiotów. Potem potrzeba było czasu. Złapał bakcyla, chociaż początkowo nie był do tego przekonany. Kiedy jednak ludzie zaczęli interesować się jego pracami zajął się szklaną biżuterią na dobre. Sprawiało mu to przyjemność i było łatwe. Na trudniejsze rzeczy przyszedł czas.

– Robię na przykład zwierzątka z koralików. Kiedyś widziałem u kogoś krokodyla. Pomyślałem, że też mogę spróbować. Siedziałem nad tym dopóki coś z tego nie wyszło. Udało się, ale zajęło mi to dwa tygodnie. Teraz małe zwierzątka robię około 4 godzin, idzie na nie dwa metry żyłki. Robię też gwiazdki na choinkę, serwetki, paski na biodra, podwiązki ślubne i na studniówki. Wykonałem także krywulki łemkowskie.

Z worków i szaf wyłaniają się koraliki. Z nich smoki, wiewiórki, pandy. Biała, koralikowa myszka trafiła nawet do Donalda Tuska. Premier kupił ją na stoisku Darka 12 lipca w Bieszczadach. Dariusz Gołębiewski z koralików robił już różne rzeczy. Sam mówi, że najtrudniejszy był model Rolls-Royce'a. Miał 60 cm długości, 17 cm szerokości i 14 cm wysokości. Były w nim wycieraczki, a dach i drzwi dało się otworzyć. Był to prezent ślubny dla przyjaciół. Zajęło mu to półtora roku.

Na swoim

Mieszkanie Darka jest niewielkie, ale jego, własne. Nie zawsze tak było. – Przez 19 lat byłem bezdomny – wspomina Dariusz Gołębiewski. – Urodziłem się w Kwidzynie. Moja rodzina nie znalazła zrozumienia dla mnie i mojej pasji. Jeździłem wtedy po całej Polsce... Wiele było tych miejsc. W końcu wynająłem mieszkanie. Wstawałem codziennie o 5 rano i pracowałem do nocy. Miałem cel, do którego dążyłem. Pracowałem non stop.

Na orzeczeniu lekarskim Dariusza Gołębiewskiego napisano, że jest całkowicie niezdolny do pracy, bez prawa do renty. Dzięki robieniu ozdób i sprzedawaniu ich, udało mu się zarobić na mieszkanie. Koraliki są dla Darka jedynym źródłem utrzymania. - Nie było mi łatwo – mówi Darek. - Wiele razy mnie oszukano. To tak jest – im bardziej nacinasz się na ludzi, tym bardziej chcesz im wierzyć. Ale jestem dumny z siebie. Nie wyciągam ręki, że mi się coś należy, potrafię sobie poradzić.

Wciąż jest w ruchu. Uczy innych, opowiada im swoją historię. Koralikowe warsztaty są modne. W szufladach mebli Darek skrywa dziesiątki podziękowań i gratulacji. Od różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji. Ma też własne pamiętniki – kilkanaście zeszytów z wpisami kolegów, znajomych, przyjaciół. Z różnych stron Polski i z różnych imprez. Wciąż się rozwija, co chwilę wymyśla nowe wzory. W domu ma ponad 300 książek z 30 krajów o koralikach. Nie wyobraża sobie życia bez robienia koralików. Widać, że kocha to co robi. Siedzi przy stole i wreszcie tworzy coś dla siebie. Od 500 godzin czystej pracy robi serwetę na stół. Wymiary imponujące prawie półtora metra na trzy. Już teraz waży 5 kilogramów, a będzie około 15. Wygląda niesamowicie.

Koralik wspaniały

Przez wiele lat całym jego majątkiem był plecak i namiot. Rozpakowywanie i pakowanie. Średnio 250 razy rocznie przez ponad 20 lat. W każdymi miejscu, gdzie się pojawia, ma wielu przyjaciół. W miejscu zamieszkania też. Codziennie robią Darkowi zakupy, dotrzymują towarzystwa. Darek świetnie sobie radzi. – Lubię to co robię – mówi Pan Koralik. – Uważam, że dobrze mi to wychodzi. Mam satysfakcję i pieniądze. Myślę, że ludzie kupują moje prace nie z litości, ale dlatego, że im się podobają. Czego więc chcieć więcej?

Darka odwiedza mała sąsiadka. Zaczeka tu po lekcjach na mamę. – Zdejmij buty Karolinka – krzyczy od progu Darek. Mam poczucie winy, ja nie zdjęłam. – Następnym razem jak przyjdziesz, posprzątasz – śmieje się Pan Koralik.

Cóż... nie ma wyjścia.

Współpraca: Agnieszka ROGALIŃSKA

Zdjęcia

  • Darek tworzy serwetę na swój stół. To dopiero część pracy, a już wygląda imponująco.
  • W płóciennych torbach można znaleźć cały koralikowy zwierzyniec.
  • Ozdoby z koralików sprzedawane są na rozmaitych imprezach. Krywulka łemkowska (czerwony kołnierz) powstawała cztery miesiące i kosztuje około 500 złotych.
  • Takiej biżuterii nie powstydzą się i panowie.
  • Darek twierdzi, że z koralików może zrobić wszystko. Smok to nie problem.
redakcja
Autor:redakcja

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać